Majówka w Beskidzie Niskim

Tegoroczną majówkę kolibowa ekipa, licząca od 8 w porywach do 11 osób, postanowiła spędzić w naszym pięknym Beskidzie Niskim. Niezniechęceni nie za bardzo optymistycznymi prognozami pogody w sobotę (29.04.) pojechaliśmy do Dukli. Stąd, uprzednio posiliwszy się kebabem oraz napojem z lokalnego browaru, w końcu ruszyliśmy na szlak. Tego dnia zdobyć mieliśmy Cergową, górkę może niezbyt wysoką, ale za to o całkiem sympatycznym podejściu (lub, jak kto woli, „wyrypie”). Atak na szczyt odbył się w stylu dowolnym – niektórzy obrali drogę szlakiem (zdecydowana mniejszość),  reszta udała się alternatywnym skrótem (jak się okazało nieco bardziej męczącym :D ), z wyjątkiem pojedynczego osobnika, który wybrał marsz na przełaj. Szybko jednak z powrotem połączyliśmy siły i razem dotarliśmy do chatki w Zawadce Rymanowskiej, gdzie tego dnia wypadał nam nocleg. Wieczorem pośpiewaliśmy trochę przy dźwiękach gitar i niezapomnianych solówek na kazoo.

Odpoczynek na Cergowej

Odpoczynek na Cergowej

30.04. O świcie (czyli ok. 10:30) rozpoczęliśmy kolejny dzień wędrówki. Z Zawadki Rymanowskiej ruszyliśmy błotnistym szlakiem przez Piotrusia i Ostrą w kierunku Zyndranowej. Przez znaczną część naszej trasy, zarówno tego, jak i kolejnych dni, towarzyszyły nam powiewające na wietrze tasiemki wytyczające przebieg wyścigu rowerowego Dukla Wolf Race, który miał odbyć się tu od 5-7.05 (całe szczęście, że nie wtedy co my). Biorąc pod uwagę panujące warunki pewnie był to raczej marsz z rowerem na plecach :)

Na Piotrusiu

Na Piotrusiu

Nieustraszeni szliśmy dalej

Nieustraszeni szliśmy dalej

W chatce w Zyndranowej nasze szeregi zasiliła Marta, ratując znużonych wędrowców świeżą dostawą życiodajnego płynu. Z radości każdy (bez wyjątku!) zażył prowizorycznej kąpieli, potem granie, śpiewanie i do spania.

01.05. Celem dzisiejszego dnia była chatka Malucha w Ropiance, nasza trasa prowadziła przez szczyt Baranie. Pożegnaliśmy się z Darkiem i Rut, którzy musieli już wracać, i ruszyliśmy. Idąc sobie spokojnie przez las nagle naszym oczom ukazała się potężna, na pierwszy rzut oka wyglądająca na opuszczoną, budowla. Okazała się ona słowacką wojskową wieżą obserwacyjną. Wstęp kosztował 0,50 euro, więc stwierdziliśmy, że się szarpniemy! Było warto – z góry rozciągały się piękne widoki. Tylko o mało co nie zepsuliśmy najstarszej na Słowacji windy z 1974 r…

Wojskowa wieża obserwacyjna wyłaniająca się ze środka niczego

Wojskowa wieża obserwacyjna wyłaniająca się ze środka niczego

Do zdobycia pozostało nam jeszcze Baranie. Na szczycie znajduje się drewniana wieża, z której, przy dobrej widoczności, można zobaczyć Tatry.

Na Baranim

Na Baranim

Ta wieża na pewno wytrzyma...?

Ta wieża na pewno wytrzyma…?

Wytrzymała! Było warto!

Wytrzymała! Było warto!

W szampańskich nastrojach wieczorem dotarliśmy do chatki Malucha, urokliwego miejsca, gdzie Kraków spotyka się z Warszawą. Większość, znużona całodzienną wędrówką szybko poszła spać, ale niektórzy zostali na wspólnym śpiewaniu do późnych godzin nocnych ;)

02.05. Wreszcie nadszedł najbardziej leniwy dzień naszej majówki. Wczesnym rankiem, jak jeszcze spaliśmy, opuścił nas Miłosz, który musiał zdążyć dostopować na ślub (udało mu się, chociaż ledwo :D ), a my, na lekko, udaliśmy się do oddalonego o ok. 1,5 h sklepu w Tylawie. Właśnie tam, kiedy spokojnie siedzieliśmy sobie pod parasolem, przyszedł jedyny większy deszcz podczas tego wyjazdu. Szybko jednak rozpogodziło się na tyle, że wieczorem udało nam się zasiąść przy ognisku z kiełbaskami i gitarami ;)

Przed chatką Malucha

Przed chatką Malucha

03.05. Niestety nadszedł dzień powrotu. Wcześniej jednak musieliśmy przejść ok. 3-4h trasę do Dukli, gdzie czekały na nas auta. Błoto, które towarzyszyło nam w poprzednich dniach, okazało się niczym w porównaniu z dzisiejszymi bagnami. Baliśmy się, że kierowcy nie wpuszczą nas do samochodów. Byli jednak wyrozumiali i, posiliwszy się ostatnim wspólnym kebsem, wróciliśmy do Krakowa.

Pożegnania nadszedł czas...

Pożegnania nadszedł czas…

PS. Dzięki za niezwykle klimatyczny wyjazd w ten urokliwy zakątek Polski ;) !

PS 2. JEEEELEŃ!

Skye

Cześć!

W czasie klubowego wyjazdu na powitanie wiosny (wcześniejszy wpis) odbył się też 4-dniowy wypad do Szkocji na wyspę Skye. Tropami #hasajęcezające ;)

Do Szkocji polecieliśmy w 9 osób. Ponieważ nie mieliśmy zbyt dużo czasu, połowę przeznaczyliśmy na trekkingi, a drugą połowę na objazdówkę po ciekawych zakątkach wyspy. Po wyspie poruszaliśmy się wynajętymi samochodami.

IMGP3833

Na parkingu przy Glencoe Lochan

W Glasgow wylądowaliśmy w piątek o godzinie 20:30. W wypożyczalni obok lotniska odebraliśmy kluczyki do aut i ruszyliśmy do Glencoe Lochan, aby rozbić się z namiotami na pierwszy nocleg. Na drodze lekka konsternacja z powodu ruchu lewostronnego ;)

Następnego dnia kontynuowaliśmy drogę na wyspę Skye. Trafiliśmy na przepiękną pogodę. Słońce w pełni, temperatura koło 20 stopni, ani śladu deszczu. Czy to na pewno Szkocja!? Jak się później okazało trafiliśmy na 4-dniowe ‚okno pogodowe’. Słonko i ciepło towarzyszyło nam do końca wyjazdu :)

Po drodze na Skye kilkukrotnie zatrzymywaliśmy się, aby złapać oddech i w spokoju napawać się mijanymi krajobrazami. Zakupy spożywcze na kilka następnych dni zrobiliśmy w Fort William, a ceny w Lidlu były bardzo miłym zaskoczeniem (szczególnie masło orzechowe za funta).

IMGP3969

Kawka przy Eilean Donan Castle

IMGP3928

Punkt widokowy, jeden z wielu w drodze do Kilmarie

IMGP3956

Postój na tankowanie :D

IMGP3993

Cill Chriosd, w drodze do Kilmarie

Przygodę z wyspą Skye rozpoczęliśmy w Kilmarie. Po dotarciu na parking musieliśmy zrobić mały manewr z autami, ponieważ z innego miejsca wyruszaliśmy, w innym kończyliśmy trasę. Jedno auto zostawiliśmy więc w Sligachan (miejsce docelowe), a drugie w Kilmarie (początek trasy). Zajęło to ok. 2h, ale czas w towarzystwie, w otoczeniu pięknej przyrody i z piwkiem w ręku minął nam bardzo szybko :)

IMGP4030

Ola w środowisku naturalnym ;)

Pierwszy trekking Kilmarie-Sligachan okazał się być piękny widokowo. Poruszaliśmy się po Red Cuillin (tzw. Red Hills – wzgórza zbudowane głównie z granitów). Szczyty w Red Cuillin nie są wysokie, ale ze względu na swoją skalistość i poziom odniesienia (start z 0 m.n.p.m) sprawiają wrażenie dużo wyższych, niż są w rzeczywistości. Pierwszą noc spędziliśmy w zatoce Camas Fhionnairigh w nowym, wybudowanym niecały rok temu, schronie szkockiej armii. Spędziliśmy tam bardzo przyjemny wieczór. Zapamiętam niebo pełne gwiazd, zachód słońca z widokiem na ocean i otaczające góry oraz przeciągającą się degustację Loch Lomond :D

IMGP4055

Widok na ocean, okolica zat. Camas Fhionnairigh

IMGP4070

Okolice zat. Camas Fhionnairigh

IMGP4146

Ognicho na Camasunary

Kolejnego dnia czekał nas ‚atak szczytowy’. W cudzysłowie, bo szczyt miał niecałe 500mnpm :D Mimo niedużej wysokości i niewielkiego przewyższenia podejście na Sgurr na Stri wcale nie było takie proste. Na szczyt nie prowadził szlak, a teren był dość trudny. Mieliśmy np. drobny problem z przekroczeniem rzeki. W końcu jednak udało nam się przebrnąć przez trudności terenowe i wleźć na właściwy szczyt (niektórzy zaliczyli jeden dodatkowy – niewłaściwy ;P). Wędrówkę kontynuowaliśmy aż do Sligachan z wieloma przerwami na fotografowanie i podziwianie natury. Było tak ciepło, że zdecydowaliśmy się nawet na kąpiel w rzeczce. W Sligachan upragniony ciepły posiłek i jeszcze bardziej upragnione piwko w Sligachan Hotel. W środku hotelowego pubu było tak miło i przyjemnie, że byliśmy bliscy spytania o możliwość przenocowania na podłodze, choćby w korytarzu hotelu :P Nikt nie był jednak na tyle odważny i w końcu pozostało nam ruszyć tyłki i rozbić się na znajdującym się nieopodal, nieczynnym kempingu. Ciemne, nocne niebo po raz kolejny było pełne gwiazd.

IMGP4215

Widok ze szczytu na ocean

IMGP4272

Widok ze szczytu Sgurr na Stri

Trzeciego dnia na Skye udało nam się zobaczyć m.in. Fairy Pools, Nest Point Lighthouse, Coral Beach oraz zrobić kilkugodzinny trekking w Quiraing. Widokowo wyspa Skye nie przestawała nas zachwycać.. Po spacerku pędziliśmy autem na zachód słońca przy ruinach Duntulm Castle. Udało nam się dotrzeć na czas! Ostatni nocleg spędziliśmy w bothie położonej na najbardziej wysuniętym na północ fragmencie wyspy Skye. Wnętrze bothie, klify, latarnie morskie na okalających wyspach – wszystko to nadawało temu miejscu niepowtarzalny klimat. W dwuosobowym schronie zastaliśmy już bardzo miłą parę autostopowiczów z Niemiec. Ostatecznie w bothie zmieściliśmy się wszyscy, także, w razie czego, nie należy sugerować się liczbą miejsc noclegowych, która jest podawana w przewodnikach :P A największą uciechę na zwieńczenie dnia sprawiła nam zorza. Niesamowite, że udało się nam zobaczyć ją właśnie w Szkocji. Mamy na to niezaprzeczalny dowód -> zdjęcie zjawiska poniżej :)

IMGP4448

Neist Point Lighthouse

IMGP4525

Coral Beach

IMGP4595

Quiraing

IMGP4713

Zachód słońca przy ruinach zamku

IMG_8279

Zorza polarna

Czas wracać… :( W drodze powrotnej ze Skye na lotnisko w Glasgow zahaczyliśmy jeszcze kilka wartych odwiedzenia miejsc, np: Kilt Rock, czy Old Man of Storr. Mieliśmy też okazję przejeżdżać przez dolinę Glencoe i bardzo żałuję, że nie było już czasu na jej lepsze poznanie. Wszystkiego nie da się zobaczyć w tak krótkim czasie – i tak udało się bardzo dużo! Wielkie dzięki dla świetnej ekipy wyjazdowej :)

IMGP4729

Kilt Rock

IMGP4747

Old Man of Storr

IMGP4743

Old Man of Storr i jez. Loch Leathman

Powitanie wiosny 2017

Hej :)

W miniony weekend oficjalnie powitaliśmy wiosnę! Część grupy zawitała w Beskid Żywiecki już w piątek i nocowała w schronisku na Przegibku, aby w sobotę zafundować sobie wyczerpującą trasę i stoczyć walkę z kaprysami natury.

Oops!

Oops!

Pozostali ruszyli na szlak w sobotę. Niezbyt wymagającą trasę przedłużyli do granic możliwości – każda mijana polanka przemawiała do nich, a oni nie potrafili odmówić.

1:0 dla polanki

1:0 dla polanki

W końcu jednak wszyscy spotkali się w chatce Skalance…

Takie tam przed chatą

Takie tam przed chatą

…i…

Rozmasowywali obolałe mięśnie...

…rozmasowywali obolałe mięśnie…

...grali i śpiewali...

…grali i śpiewali…

...i wyglądali jakby całkiem dobrze się bawili.

…i wyglądali jakby całkiem dobrze się bawili.

Dzięki wszystkim za kolejny fantastyczny wyjazd i świetną atmosferę! ;)

Więcej zdjęć znajdziecie w galerii: https://goo.gl/photos/uw5zD69QKAfDYzU98