Wrześniowe Karpaty Rumuńskie

IMG08822-Stabilizacja w postępie pandemii w tegoroczne wakacje pozwoliła nam myśleć nad wyjazdem w zagraniczne góry.  Po zakończonym sierpniowym wypadzie do Kotliny Kłodzkiej, każdy coraz bardziej czekał na trekking w wyższych i bardziej dzikich górach Rumunii.

Plan z pozoru był bardzo prosty: przejść całą główną grań Fogaraszy, najwyższych gór w Rumunii i drugich najwyższych w całych Karpatach, zaraz po Tatrach . Zapowiadało się co najmniej siedem dni w górach powyżej granicy lasu, bez sklepów, bez schronisk, z plecakami pełnymi jedzenia.

Planowy przebieg trasy. Warto zwrócić uwagę na szczyt Negoiu, jego obecność stała się dość kluczowa w niezrealizowaniu tego planu.

Planowy przebieg trasy z zachodu na wschód. Warto zwrócić uwagę na szczyt Negoiu, jego obecność stała się dość kluczowa w niezrealizowaniu tego planu.

Taaak… taki był plan, co we wrześniu w wysokich górach może być trudne w realizacji, o czym więcej w poniższej relacji.


 

Mała wiatka naprtzeciwko monastyru w miejscu startu.

Mała wiatka naprzeciwko monastyru w miejscu startu.

Trekking zaczęliśmy w licznym składzie 17 osób pod monastyrem w Turnu Roșu, dokąd dojechaliśmy z Polski czterema samochodami. Pierwszy dzień minął pod znakiem mozolnego zdobywania wysokości na główny grzbiet i oswajania się z ciężarem plecaków. Jak ciężkich? Trudno stwierdzić, gdyż podwieszana waga urwała się pod ciężarem jednego z nich. :-P

Chwilę po wyjściu z lasu na hale.

Chwilę po wyjściu z lasu na hale.

Namioty rozbiliśmy już na połoninnym terenie powyżej granicy lasu, na przełęczy Chica Lacului, nieco poniżej 1600m n.p.m. w otoczeniu pięknych widoków na okoliczne pasma. W ten sposób zakończył się jedyny naprawdę ciepły i słoneczny dzień.

Miejsce pierwszego obozowiska.

Miejsce pierwszego obozowiska.

Następny poranek powitał nas już pochmurną pogodą. Choć widoki na oświetlone w dole równiny, poprawiały przynajmniej w części nastroje, tak wraz z mijaniem kolejnych, coraz wyższych szczytów, zbliżaliśmy się do podstawy chmur kłębiących się stałe, na najwyższych graniach.

IMG08168-

W drodze do chmur.

Na granicy chmur

Na granicy chmur.

Do pewnego czasu zapewniało to dynamiczne i ciągle odkrywające się widoki na okoliczne szczyty i stawy w kotłach owiewanych chmurami. Ostatecznie jednak podejście na najwyższy szczyt tego dnia – Varful Scara (2306m n.p.m.) odbywało się w zerowej widoczności, ze wzmagającym się coraz bardziej wiatrem.

Pan Prezes w skałach.

Pan Prezes w skałach.

Tego dnia następowała także stopniowa zmiana krajobrazu. Zaczynając od porannej pobudki na połoninach, a kończąc na szczytach przypominających rodzime Tatry Zachodnie, pokroju Starorobociańskiego czy nawet Rohaczy. Nocleg spędziliśmy w dość ciasnym schronie, nazwanych przez część z nas małą apteczką, z racji swojego wyglądu. Konieczne okazało się rozłożenie dwóch namiotów w celu przechowania na zewnątrz refugiula plecaków i… kilku klubowiczów. ;-)2021-10-06 16-50-02

Wieczór, poza graniem i śpiewaniem na gitarze, spędziliśmy na dyskusjach na temat dalszych planów – niestety prognoza pogody z godziny na godzinę przewidywała gorsze warunki – opady deszczu przechodzące w śnieg. Jednocześnie nieubłaganie zbliżaliśmy się do coraz bardziej wymagających technicznie fragmentów obejmujących grań Custura Saratii i masyw Negoiu.

"Apteczka" o wschodzie.

„Apteczka” o wschodzie.

Kolejny poranek dawał iskierkę nadziei na niespełnienie się najgorszych prognoz. Powitał nas zboczami oświetlonymi promieniami słońca. Niestety niedługo potem wędrówka przerywana była cyklicznym ściąganiem i zakładaniem kurtek z racji opadów deszczu, co doprowadziło do decyzji o trawersie śliskiego fragmentu grani Custura Saratii i noclegu w kotle poniżej.P1130414-

Wcześniejsze, przymusowe rozbicie namiotów sprzyjało takim pomysłom jak kąpiel
w potoku w trakcie deszczu przy temperaturze bliskiej zeru stopni, a następnie wspólnym śpiewograniu w czterosobowym namiocie mieszczącym w rzeczywistości całą grupę – 17 osób! :-D

Nocleg w kotle pod Custura

Nocleg w kotle pod Custura Saratii.

Najgorsza część wieczoru/nocy zaczęła się dopiero później, gdy każdy powrócił do swojego namiotu. Wzmagający się wiatr wystawił na próbę każdy z nich. Wraz
z każdym kolejnym podmuchem przyginał je coraz mocniej do ziemi oraz wyrywał odciągi. Jeden namiot ucierpiał bardziej, ponieważ rano okazało się, że maszty są powyginane. Padający deszcz zamieniał się w marznący lód i szron, które oblepiały wszystko dookoła.

Namioty po nocy. Pozornie ładna pogoda jest w dolinach. na grani  chmury, które za chwilę zaleją nasz kocioł.

IMG_20210921_063753

Nad ranem, po wspólnych obradach, zdecydowaliśmy o zakopaniu zamarzniętych ciał złożeniu zamarzniętych namiotów i odwrocie w doliny – na południe od głównego pasma. W związku z tym, jak bardzo oddalone są miejscowości na końcu dolin (ok 40km doliny!), konieczne było przebicie się przez niższe pasmo Muntele Podeanu, aby kolejnego dnia powrócić autostopem przez Transfogaraszę do własnych aut.

Inkedmapy_LI

Niebiskim kolorem oznaczono niebieską trasę zejścia, a następnie przerywaną linią przejechaną trasę Transfogarską.

Jak to często bywa w wyższych górach, chmury tego dnia kumulowały się jedynie na najwyższych szczytach, zapewniając w niższych partiach gór, które przemierzaliśmy, słoneczną pogodę.

Źle w tym słońcu.

Tam spaliśmy, a tu w słońcu idziemy. :-D

Po wieczorze i noclegu w dużym i zadbanym szałasie pasterskim z otwartym paleniskiem, w końcu pierwszy raz na tym wyjeździe dotrwaliśmy do 12 w nocy i zaśpiewaliśmy hymn klubowy.

Szałas na *****

Szałas na 5 gwiazdek.

Następnego ranka przyszedł czas na niełatwe zadanie przerzucenia 17 osób za pomocą autostopa przez słynną górską drogę Transfogarską. Ilość przygód każdej z ekip nie sposób tu przytoczyć. Jednak co najważniejsze, każdemu udało się przejechać w ten sposób Fogarasze z południa na północ, nierzadko robiąc sobie postoje w pięknych miejscach po drodze.

Stopowanie na Transfogaraszy.

Stopowanie na Transfogaraszy.

Od tego momentu podzieliliśmy się na dwie grupy, połowa pojechała w góry Parâng, gdzie zapowiadana była lepsza pogoda, a druga połowa pojechała zwiedzać Bukareszt i inne atrakcje Rumunii, takie jak słynny zamek Drakuli w Bran.

Zamek w Bran

Zamek w Bran.


Góry Parâng są drugim najwyższym pasmem w Rumunii położonym na zachód Fogaraszy. Jednak dla nas najistotniejszym był fakt, że zapowiadana tam pogoda była  lepsza niż w Fogaraszach i innych sąsiednich górach, a rzeźba terenu jest z ogółu pozbawiona skalistych turni i trudności technicznych.

Trasa w Górach Parang kolor czerwony) i lokalizacja w odniesieniu do Fogaraszy niebieska strzałka).

Trasa w Górach Parang (kolor czerwony) i lokalizacja w odniesieniu do Fogaraszy (niebieska strzałka).

Po przejechaniu wieczorem pod Góry Parâng, noc spędziliśmy nad zalewem Vidra, gdzie rano przywitało nas słońce… na 5 sekund. Więcej tego dnia nie było nam dane go zobaczyć. :-/

Pięć sekund słońca o poranku.

Pięć sekund słońca o poranku.

Wędrówkę zaczęliśmy szlakiem oznaczonym kolorem niebieskim na mapie. Jednak w rzeczywistości jedyne co było tam niebieskie to tylko płynący potok. Nie znaleźliśmy ani jednego oznaczenia szlaku, ani jakiejkolwiek ścieżki. Po dwugodzinnym przebijaniu się przez las wreszcie dotarliśmy do początku połonin, lecz zaraz za granicą drzew napotkaliśmy śnieg i kłębiące się chmury.
Cóż, na tym wyjeździe najwyraźniej nic nie mogło być idealne.IMG00214-

Po przecięciu najwyżej poprowadzonej drogi w Rumunii – Transalpiny, sięgającej powyżej 2100m n.p.m., wkroczyliśmy w świat wiecznego wiatru, śniegu i zerowej widoczności. I tak ponad 2 godziny. Na nocleg zeszlliśmy z grani, do zakrytego od wiatru stawu Gâlcescu.

Tyyyle widać!

Tyyyle widać!

Nocleg nad Lacul Galcescu

Nocleg nad Lacul Galcescu

Mając na uwadze fakt, iż rozbiliśmy się w piętrze kosówek, a Rumunia to największe skupisko niedźwiedzi w Europie, torby z jedzeniem, które mogło wydawać zapach, poukrywaliśmy pod głazami w oddaleniu od namiotów. Jakie było zaskoczenie, gdy rano znaleźliśmy jedynie resztki toreb. Co to było? Raczej nie niedźwiedź, a jedynie lis, którego widzieliśmy wieczorem. Głupi błąd pozbawił nas sporej ilości jedzenia.
Jak się okazało w ciągu kolejnego dnia, nie było to, aż tak istotne, a opisywany nocleg okazał się ostatnim w górach.IMG00344OSTATECZ

Obudziliśmy się w promieniach słońca. I to prawdziwego! Przyświecało nam ono  kilka godzin, a nie sekund. Śnieg z poprzedniego dnia topniał w oczach, zapowiadał się naprawdę udany dzień. Wszystko było dobrze do momentu powrotu na grań. Wiatr na górze na początku wiał „jedynie” mocno. Wystarczyło się ubrać, co jakiś czas mocniej podeprzeć kijkiem, żeby złapać równowagę i nie było problemu, aż do czasu, gdy grań stała się całkowicie odkryta. Co chwilę któryś podmuch dosłownie zwalał z nóg i utrudniał wzięcie oddechu, nie mówiąc o robieniu kroków w przód.IMG00434-2021-10-06 16-42-24

Konieczne okazały się trawersy szczytów od zawietrznej strony. Jednak przekraczanie piarżysk, gdy szarpie tobą wiatr nadal było wyzwaniem. Z czasem nad granią pojawiły się chmury. Po dojściu do rozejścia szlaków zrezygnowaliśmy z dalszej wędrówki, tuż przed podejściem na najwyższy szczyt pasma – Parângul Mare (2518m n.p.m.). Najwidoczniej takie już fatum tego wyjazdu.

IMG00502-

Uroczy schron Agățat.

Długie i żmudne zejście po licznych rumowiskach skalnych urozmaicały pasące się we mgle konie oraz uroczy schron Agățat, zbudowany na wielkim bloku skalnym pośrodku lasu. Pod wieczór dotarliśmy z powrotem do samochodów nad zalewem Vidru.

Ostatni dzień spędziliśmy głównie w samochodach, po obraniu kierunku na Kraków odwiedziliśmy jeszcze niezwykły rezerwat Râpa Roșie w okolicach miasta Sebeș, a następnie Cluj-Napocę.

IMG00544-Pano-

Rezerwat Râpa Roșie.


Pomimo, że plan na  wyjazd znacząco odbiegał od tego, co udało się zrealizować, nie sposób nazwać go nieudanym. Ogrom pozytywnych wspomnień, niepowtarzalnych doświadczeń i odkrytych zakątków Karpat, pozostawia go jednym z najlepszych wyjazdów.

A teraz czas wrócić myślami do naszych Beskidów i czekać na Kolibowe Wyjazdy Otwarte, na które wszystkich zapraszamy!
Tylko czasem, z któregoś szczytu popatrzymy na południe, dalej niż Tatry i obie Fatry, myślami wracając w rejony, gdzie Karpaty kończą się w Rumunii. Albo zaczynają. Jak kto woli. ;-PIMG08986-

Z życia klubu, część 1

Mija już kolejne lato i dalej nie ma oficjalnych wyjazdów, ale życie klubowe ma się bardzo dobrze! W tym roku pierwszym wyjazdem były tradycyjnie Zjazdy na bele czym, które odbyły się przy schronisku „Głodówka”. Zgromadziła się całkiem liczna grupa miłośników zabaw w śniegu. Tegoroczne zjazdy nie były tylko zabawą, pojawił się też walor edukacyjny – udało nam się uczestniczyć w krótkim szkoleniu zapoznającym z działaniem sprzętu lawinowego.

Śnieżna walka samców alfa

Śnieżna walka samców alfa.

Klasyczny kolibowy pociąg.

Klasyczny kolibowy pociąg.

Widok na nasz tor zjazdowy i Tatry

Widok na nasz tor zjazdowy i Tatry

A tak wyglądała kolibowa ekipa <3

A tak wyglądała kolibowa ekipa

Powitanie wiosny nas nie zawiodło! Pogoda była prawdziwie… zimowa i musieliśmy przedzierać się przez śniegi i mrozy, aby powitać nową porę roku. Pierwszego dnia sześciu śmiałków wyruszyło nocą, żeby spędzić ją w namiotach pod Magurą w Beskidzie Żywieckim. Kolejnego dnia powędrowali do schroniska Na Rysiance, żeby tam spotkać się z sobotnią ekipą i wspólnie wyruszyć do chatki na Suchej Górze, gdzie przy dźwiękach gitary witaliśmy wiosnę!

Śmiałkowie wygrzewający się pierwszej nocy przy ognisku.

Śmiałkowie wygrzewający się pierwszej nocy przy ognisku.

Radość i satysfakcja po długim brnięciu przez zaspy. A to wszystko dla nieziemskich widoków, których niestety na Romance nie było...

Radość i satysfakcja po długim brnięciu przez zaspy. A to wszystko dla nieziemskich widoków, których niestety na Romance nie było…

Szczęśliwi wędrownicy.

Szczęśliwi wędrownicy.

Jako, że cały rok 2021 był dziwny to majówka też była niestandardowa… gdyż nie w górach. Dla odmiany ekipa kolibowa postanowiła spędzić długi weekend na spływie kajakowym Liswartą i Wartą. Pogoda niestety nie dopisała, ciepłe majowe słońce wcale nie chciało umilać wyjazdu i ciągle kryło się za chmurami. Liczne bystrza i progi wodne nie pozwalały nam się nudzić i co chwilę zmuszały do wysiadania oraz przenoszenia kajaków. Nie obyło się bez strat w postaci połamanych wioseł, dziurawego kajaka i ludzi wpadających do wody… Mimo wszystko wszyscy świetnie się bawiliśmy i chyba jeszcze bardziej niż zwykle docenialiśmy wieczorne ogniska.

Przedstawienie desperackiej próby podniesienia kajaka poprzez machanie wiosłem w powietrzu, oraz bolesna realizacja zimnej wody wlewającej się do środka :P

Przedstawienie desperackiej próby podniesienia kajaka poprzez machanie wiosłem w powietrzu, oraz bolesna realizacja zimnej wody wlewającej się do środka :P

Kolibowe obozowisko z lotu drona.

Kolibowe obozowisko z lotu drona.

Nie zabrakło też formacji kajakowych mających na celu urozmaicenie spływu :D

Nie zabrakło też formacji kajakowych mających na celu urozmaicenie spływu :D

A tu przymusowy przystanek na przepchanie kajaka-składaka, który niestety nie wytrwał do końca spływu [*].

Kolejnym wyjazdem był wypad w Pieniny. Mimo, że pogoda nie rozpieszczała udało nam się całkiem sporo przejść, podziwiać Tatry i miło spędzić wieczór przy ogniskowym śpiewaniu.

Już tradycyjne zdjęcie na ławeczce w okolicach Eliaszówki.

Już tradycyjne zdjęcie na ławeczce w okolicach Eliaszówki.

Widok na Tatry.

Widok na Tatry.

O gitarę też trzeba czasem zadbać!

O gitarę też trzeba czasem zadbać!

 

Długi weekend czerwcowy postanowiliśmy spędzić w rzadko odwiedzanych przez nas Bieszczadach. Wyjazd rozpoczął się już w środę. W drodze do Ustrzyk zatrzymaliśmy się w domu rodzinnym jednej z uczestniczek. Tam zostaliśmy poczęstowani pełnym obiadem i miską rogalików. Lepszego początku wyjazdu nie mogliśmy sobie wymarzyć! Pełni sił i entuzjazmu przez następne trzy dni pokonywaliśmy szlaki i zdobywaliśmy szczyty: Tarnicę, Połoninę Wetlińską, Caryńską… A wieczory spędzaliśmy w pobliskiej karczmie na koncertach Pawła Orkisza, Aldarona i Małej Caryny. 

Wspólne zdjęcie na Tarnicy.

Wspólne zdjęcie na Tarnicy.

Zdjęcie z Pawłem Orkiszem zaraz po wspólnym zaśpiewaniu jego piosenki pt. “Znajomy smak księżycówy”.

Zdjęcie z Pawłem Orkiszem zaraz po wspólnym zaśpiewaniu jego piosenki pt. “Znajomy smak księżycówy”.

Już wkrótce pojawi się relacja z Półmetka i wyjazdu wakacyjnego. Do zobaczenia!

Radosnych Świąt!

Wesołych i spokojnych świąt Wielkanocnych!
Niech to będzie czas odpoczynku i spotkań z rodziną, przyjaciółmi.
Czas, w którym naładujecie baterie na kolejne wyjścia w góry!
Do zobaczenia na szlaku!

Hawiarska Koliba

Podziękowania dla zarządu 2020!

2020 był niewątpliwie ciężkim rokiem dla nas wszystkich, jednak w tym miejscu chcielibyśmy złożyć szczególne podziękowania dla zeszłorocznego zarządu!
Może przez pandemię Wasza praca nie była tak bardzo dostrzegalna, jednak wiemy, że włożyliście wiele trudu i poświęciliście mnóstwo swojego cennego czasu na rozwijanie, promocję oraz organizację klubu.

Radek Król- Prezes wskazujący nam drogę na szczyty własnych możliwości :p

Radku! Tobie należą się szczególne podziękowania!
Byłeś naszym kochanym prezesem, najlepszym, jakiego Hawiarska Koliba mogła sobie wymarzyć! Niezmiennie przez 3 lata rządziłeś, rozdzielałeś obowiązki, organizowałeś wyjazdy krajowe i zagraniczne. Biegałeś (dalej biegasz :P ) z aparatem i uwieczniałeś wszystkie ciekawe momenty, inspirujące krajobrazy, czy niecodzienne pomysły kolibowiczów (I mamy nadzieję, że nadal będziesz to robił). Poświęcałeś swój czas, często kosztem studiów, aby Koliba funkcjonowała na najwyższym poziomie. Byłeś przewodnikiem dla nowych, niedoświadczonych, niekiedy zagubionych adeptów turystyki górskiej. Jesteśmy Ci niesamowicie wdzięczni za to co robiłeś jako Prezes. Gdyby nie Twoje działania, nie byłoby nas w klubie.

Mamy nadzieję, że dalej będziesz przemierzał z nami górskie szlaki, rzucał żartami, zarażał wszystkich uśmiechem i służył swoją pomocą!
Kochamy Cię!

Gienek Świstuń- zeszłoroczny V-ce oraz jeden z najaktywniej działających Kolibowiczów

Gienek Świstuń- zeszłoroczny V-ce oraz jeden z najaktywniej działających kolibowiczów

Gienek! Wiecznie pełen dobrej energii i nieskończonej siły potrzebnej do noszenia wielu niezbędnych (zbędnych też :P  ) akcesoriów potrzebnych do chodzeni po górach. Dziękujemy Ci za zaproszenie do swoich chat, które są świetnymi bazami wypadowymi na górskie szlaki! Oraz za otworzenie drzwi swojego mieszkania, w celu zorganizowania licznych herbatek :D

Kasia Budka- zeszłoroczna Skarbnik obroniła swoje stanowisko i także w tym roku będzie zarządzała kolibowym budżetem

Kasia Budka- zeszłoroczna Skarbnik dalej będzie panować nad naszym budżetem i już pokazuje, że widzi kolejne inwestycje na horyzoncie ;)

Kasia! Co Tu dużo mówić (pisać ;) ). Jesteś odpowiednią osobą na odpowiednim stanowisku! Trzymaj pieczę nad finansami, bo bez Ciebie, to jak bez ręki.. :D

Dziękujemy!
Zarząd Hawiarskiej Koliby

Wesołych Świąt!

Wesołych Świąt w ten trudny i nietypowy czas! Życzymy zdrowia, spokoju i spędzenia tych dni w możliwie rodzinnym gronie, a także, aby kolejny rok był powrotem do normalności, swobody w odkrywaniu odległych gór i krajów w kolibowym towarzystwie.IMG03726-